Kilka miesięcy temu pisałam o nowej, pierwszej książce naszej instagramowej kumpelki Kruszyzny. Krusz idzie jak burza i nie bierze po drodze jeńców, bowiem pracując na etacie i będąc matką rodziny wielodzietnej napisała mimochodem kolejną książkę.

Pierwsze zaskoczenie – nie jest to kontynuacja ”Pory na miłość” ale zupełnie odrębna fabuła, którą z literackim debiutem łączy wyłącznie miejsce akcji, czyli Wrocław. Powtarza się też sprawdzony patent na bohaterów – mamy dziewczyny w wieku 20, 30 i 40 lat plus jedną panią w wieku bardziej zaawansowanym, wszystkie z pewnym bagażem życiowych doświadczeń. Bohaterki są powiedziałabym musierowiczowskie, uroda jest tu kwestią drugorzędną, liczy się charakter, osobowość i pozytywne nastawienie do świata. A tego ostatniego naszym paniom (i panu Romeczkowi) nie brakuje. Porywają się na rzecz absolutnie szaloną, bowiem rozkręcanie biznesu w dziedzinie o której ma się raczej mgliste pojęcie kwalifikować można bez pudła jako działanie spod znaku „z motyką na słońce”. Ale wiecie, dla chcącego nic trudnego, a zapału i dobrych chęci bohaterom nie brakuje. Czy wystarczą one do zmierzenia się z wolnym rynkiem i jak tytułowym aniołom ta działalność wyszła tego już dowiecie się z powieści. Przyznaję, że niżej podpisanej bardzo się spodobało rozwiązanie, na jakie zdecydowała się Autorka.

DSC_5724

Sympatyczne bohaterki pierwszoplanowe to jedno, ale Malwina ma niesamowity talent to kreowania wspaniałych postaci drugo- i trzecioplanowych. Nie wiem czy to kwestia zaplanowania sobie akcji z najdrobniejszymi szczegółami, czy też zasługa weny, podnoszącej łeb w najmniej spodziewanym momencie, ale towarzystwo geriatryczne ujmuje za serducho od pierwszego pojawienia się na kartach „Aniołów do wynajęcia”. A szpieg ukryty w krzakach to czyste złoto jest, z tym myślę zgodzi się każdy czytelnik. Kolejny mocny punkt powieści to realizm. Dla mnie osobiście jest sympatycznym dodatkiem fakt rozgrywania akcji powieści w mieście które znam i lubię. Jeśli mieszkacie we Wrocławiu to bez większego problemu przypomnicie sobie okoliczności przyrody, w jakich przyszło zmagać się z życiem bohaterom „Aniołów”. Jeśli Wrocław znacie tylko z instagramowych zdjęć to cóż, książki Kruszyzny są mocnym argumentem za tym, aby w wolny weekend wybrać się do stolicy Dolnego Śląska i pospacerować ulicami kojarzonymi z powieści. Tym bardziej, że autorka jest bardzo precyzyjna w umieszczaniu akcji kolejnych rozdziałów, więc bez większego trudu znajdziecie np. na Nadodrzu kamienicę w której mieszka jedna z bohaterek, a w której po wojnie mieściła się knajpka o wiele mówiącej nazwie „Lwowskie piekiełko”. Od razu też powiem, że jedno z miejsc odgrywających w powieści nie istnieje, Malwina wprost przyznała, że musiała je stworzyć, bo potrzebowała go do akcji. Jakie to miejsce ja już wiem, a Wy macie zagadkę do rozwiązania 🙂

Jakie są „Anioły do wynajęcia”? Bardzo w stylu Kruszyzny. Jeśli kiedyś czytaliście bloga Dzieciowo.mi to bez pudła odnajdziecie w powieści osobowość Krusz, charakterystyczne dla niej sformułowania, ale też kruszyznowe poglądy na życie i na świat. Przyznaję, moja orientacja w temacie literatury kobiecej jest bliska zera, ale gdybym miała jakoś określić omawianą powieść to powiedziałabym że to coś między literaturą obyczajową a romansem. Ta powieść nie ma za zadanie rozstrzygać skomplikowanych filozoficznych sporów, ona ma dostarczyć rozrywki, oderwać na moment od codzienności, rozbawić i z zadania tego wywiązuje się znakomicie. Kupujcie, czytajcie, jak lubicie takie klimaty (a jak nie lubicie to też dajcie Krusz szansę, Walentynki są w przyszłym tygodniu, uprzejmie zauważam).
A skądinąd wiadomo, że „Anioły do wynajęcia” to nie jest ostatnie słowo Kruszyzny.

 

Asia Witek

Share Button
„Anioły do wynajęcia”

Komentarze 2 thoughts on “„Anioły do wynajęcia”

  • 6 lutego 2019 z 17:16
    Permalink

    Ha! Dziękuję za wnikliwą, rzetelną i szczerą recenzję 😀 Wspomnę, że nie byłoby „Lwowskiego Piekiełka”, gdyby nie spacer z Wroclovers po Nadodrzu, także ten 🙂
    To pisanie mimochodem bardziej przypominało krew, pot i łzy, ale warto było 🙂
    Jeszcze raz dziękuję :*

    Powtórz
    • 10 lutego 2019 z 19:18
      Permalink

      Jest taka anegdota bodaj o Sienkiewiczu, który wyszedł kiedyś mocno spracowany ze swojego gabinetu, a zapytany nad czym tak ciężko pracował odparł, że nad lekkością stylu… Dobra robota Krusz, bo i u Ciebie wysiłku pisania nie widać, tym większe brawa :)) No i bardzo wrocloversom miło, że fotowalk jakoś zainspirował 🙂

      Powtórz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *