„Dni wypełnione słońcem”, środkowy tom trylogii spod szyldu Neon Café, to całkiem niezły pomysł na lekturę na grudniowe ciemne popołudnia. W rolach głównych występują miasto Wrocław, znajomy skądinąd barman z czarną grzywką oraz goście odwiedzający tytułową kawiarnię.

Neon Café to miejsce magiczne. Baśniowe wręcz. Pojawia się na krótką chwilę, naprawdę niewielką w skali miasta, zaistnieje na moment, by po wykonaniu swego zadania zniknąć, przepaść bez śladu. Mniej uważny przechodzień nawet nie zauważy jej istnienia. Trafić do Neon Café nie jest łatwo, tego miejsca nie odwiedzają przypadkowi ludzie. Tom pierwszy serii zaprowadził nas na ulicę Ruską, do ukrytego między miejskimi kamienicami podwórka z neonami. Tym razem Malwina zaprasza nas na wędrówkę w głąb Trójkąta Bermudzkiego. Tego wrocławskiego, swojskiego, mekki wielbicieli kamienic i zakazanych podwórek (choć podwórka za sprawą deweloperów zauważalnie straciły w ostatnich latach na klimatyczności).

I kamienic jest w tej książce dużo, co cieszy. Mam wrażenie że Wrocław z książki na książkę jest przez Krusz coraz precyzyjniej opisywany, miejsce enigmatycznych domów z ulicy Oleśnickiej z pierwszej książki zajęły bardzo konkretnie zlokalizowane na Trójkącie miejscówki. Dla mnie to plus, może nieco mniej zachwyceni mogą być mieszkańcy wspominanych w opowiadaniach kamienic, ale takie też są „konsekwencje” mieszkania w domu z charakterem, a nie w kolejnym banalnym apartamentowcu.

miernicza

W takich okolicznościach przyrody działa Neon Café (ul. Miernicza, Wrocław)

Z racji specyfiki lokalu Neon Café nie można powiedzieć, żeby to miejsce miało swoich stałych bywalców. Z drugiej strony, jak już po wielokroć zostało w książkach podkreślone, do tej kawiarni nie wejdzie nikt przypadkowy, a jeśli nawet skusi go klimat lokalu to nie zagrzeje długo miejsca przy stoliku. Nie uraczy też barmana opowieścią, Malwina tej historii nie podsłucha, nie spisze, a my nie będziemy mieli szans do niej dotrzeć.

Neon Café gości przeróżne ludzkie typy, trudno w tej chwili stworzyć jakiś wspólny profil tych osobowości. Nie są to ludzie na życiowym zakręcie, raczej dopadł ich decydujący moment sprzyjający zwierzeniom. A że barman jest sympatycznym chłopakiem i kreuje w lokalu atmosferę sprzyjającą uzewnętrznianiu się, na to już Autorka nic poradzić nie może. Trudno też powtórzyć obserwację z jednej z poprzednich książek Kruszyzny, że ona lubi swoich bohaterów. Tym razem nie zawsze mamy historie z happy endem, i nie zawsze trafiają nam się sympatyczni bohaterowie.

Malwina przypatruje im się z uwagą i słucha. Słucha miasta, przygląda się otoczeniu, towarzyszy gościom Neon Café i relacjonuje historie ich życia swoim czytelnikom. Nie ocenia, ale trochę jednak ocenia. Nie ma tu moralizatorstwa i wskazywania palcem jedynie słusznej drogi postępowania. A ludzie są ludzcy. Tańczą tango w warunkach urągających człowieczeństwu i bez cienia refleksji biorą rewanż za wyimaginowane krzywdy sprzed lat. Jest optymistycznie, jest refleksyjnie, jest humorystycznie („Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale od razu widać, że to państwa rodzina.” Kto czytał ten wie). Ale też proza życia przypomina, że w codzienności nie zawsze jest miejsce na bohaterstwo. I tylko może z czasem ktoś będzie żałować wykorzystanej sytuacji, a ktoś inny wręcz przeciwnie, że nie zdecydował się na działanie wbrew regułom i społecznym oczekiwaniom.

Przeczytaj też: Recenzja pierwszego tomu

Malwinie opowiadanie historii idzie – mam wrażenie – z tomu na tom coraz lepiej. „Dni wypełnione słońcem” czyta się świetnie, chwilami miałam ochotę przekartkować strony wprowadzające do kolejnej opowieści, by bez przeszkód zapoznać się z następną historią. Barman z grzywką ma swoje rytuały, budują one klimat i przyznam że ostatecznie ani razu nie ominęłam opisów przygotowań, nie przeszłam  do konkretów, ale też wyznaję, że taka myśl gdzieś tam mi przemknęła. I nie wiem do końca, czy to dobrze, że czytelnikowi spieszno do czytania, czy też nie powinnam tu wyznawać, że opowieść znaczy dla mnie więcej niż precyzyjnie budowany klimat?

Kontynuowany jest też wątek Wrocławia jako wielkiego organizmu, może chwilami nieco zbyt dosłownie. Ale powtórzę się, mam pewien sentyment do utworów, których akcja dzieje się w miejscach mi znanych. O zwiedzaniu Poznania z Jeżycjadą już kiedyś pisałam, kolejnym miastem na liście jest Szczecin który kiedyś sobie obejrzę „śladami Szwai”, w Warszawie trudno przejść przez dwa skrzyżowania, żeby nie mieć przynajmniej kilku literackich skojarzeń. Czytelnicy spoza Wrocławia spokojnie mogą zacząć planować weekend w mieście z książkami Malwiny jako swoistym przewodnikiem. Dopełnieniem trylogii Neon Café będzie tom trzeci, który jak wieść niesie ma się pojawić w księgarniach na przełomie stycznia i lutego. Wroclovers będzie patronem medialnym tej książki, więc już teraz powiemy, że będzie u nas konkurs (zapewne fotograficzny), w którym będzie okazja do wygrania książek Malwiny. Tymczasem zróbcie sobie kubek dobrej herbaty i poczytajcie „Dni wypełnione słońcem”, bo to dobra książka jest.

Fotograficznym uzupełnieniem książki jest instagramowy profil Malwiny, która jakiś czas temu przeniosła aktywność z @jestem_z_wrocka na konto @malwinaferenz. Rzecz niebagatelna zwłaszcza dla czytelników spoza Wrocławia. Dużo zdjęć, dużo Wrocławia plus odautorski komentarz, dlaczego ta fotka pojawiła się na profilu i co ma wspólnego z książką już napisaną bądź właśnie pisaną. Też polecamy, dodajcie profil do obserwowanych.

 

 

Asia Witek

 

 

Malwina Ferenz
„Dni wypełnione słońcem”
seria Neon Café
wyd. Czwarta Strona/ Wydawnictwo Poznańskie
str. 302
cena: 36,90 zł

Share Button
Neon Café, odsłona druga

Komentarze 2 thoughts on “Neon Café, odsłona druga

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *